Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 grudnia 2014

Ślimak na zimę


Dzisiaj wreszcie poczułam, że święta już całkiem blisko. Śnieg jeszcze wprawdzie nie spadł, ale kiedy wyjrzałam rano przez okno to wszędzie było biało. Biało i pięknie, bo wszystko dokładnie pokrył szron, który cudnie skrzył się w słońcu.
 
Nie namyślałam się więc zbyt długo - wyposażona w aparat pogalopowałam uwiecznić te bajkowe obrazy:
 

 




Przy okazji uwieczniła się też moja nowa czapka. 
Wzór chyba już bardzo znany, ale ja trafiłam na niego całkiem niedawno. Może dlatego, że zazwyczaj dziergam bez wzoru ;) Tym razem postanowiłam odpocząć od warkoczy (wciskam je namiętnie wszędzie gdzie się da) i wyguglałam sobie... ślimaka. Wzór polecam, bo ślimak fajnie się nosi, a jeszcze fajniej robi. Przepis znajdziecie na przykład u Dziuni :)







poniedziałek, 3 listopada 2014

Jeszcze sweter czy już płaszcz?


Jak w tytule. Wydziergałam coś dużego i sama nie wiem czy zakwalifikować to jako długi sweter, czy dzianinowy płaszcz. Jak zwał tak zwał, grunt, że jest obszerne, ciepłe i wygodne.

 

Jesienią ciągnie mnie do drutów. Lubię siedzieć z robótką na kolanach w długie, chłodne wieczory. Zwłaszcza, gdy robótka ma rozmiary małego koca i tak jak on grzeje zmarznięte członki :) A ta grzała mnie prawie dwa miesiące, bo dziergałam z głowy, bez opisu i jak to zwykle w takich przypadkach bywa bez prucia się nie obeszło. Kilkukrotnego...

 

Kiedy w końcu efekt mnie zadowolił, to z noszeniem tego kocyka będę musiała poczekać do wiosny. Jest już za chłodno, żeby nosić go samodzielnie, a pod kurtką, albo płaszczem może być w nim trochę za ciasno. Chyba, że zima będzie taka straszna, że niewielki dyskomfort będzie niczym w porównaniu z możliwościami grzejnymi swetra :)


Włóczka to częściowo zrecyclingowana Elian Atlas (70% akryl, 20% wełna, 10% moher). Częściowo, bo tylko przód i tył wydziergałam z nowych moteczków. Na rękawy niestety zabrakło mi włóczki i poświęciłam na nie sweter, który kiedyś zrobiłam dla mojego męża. Nie martwcie się - nie odczuł tej straty zbyt boleśnie, bo niewdzięcznik i tak go nie nosił :)


Plisa dookoła dekoltu powstała z włóczki Polo Natura Opusa (50% akryl, 50% wełna). Atlasa została spora ilość i mogłabym spokojnie wydziergać ten element z niego, ale postanowiłam przełamać trochę monotonię koloru. Niezła jestem - przełamałam granat czernią ;) Na plisie poćwiczyłam rzędy skrócone próbując stworzyć coś w rodzaju kołnierza. Nie wiem czy to widać, ale musicie mi uwierzyć na słowo - bardzo się starałam :)

Monotonię wzoru przełamałam za to warkoczami. Dwa na bokach zamiast szwów łączących i po jednym na rękawie: 


Zastanawiam się jeszcze nad zapięciem. Najbardziej podoba mi się bez niczego, w razie chłodu mogę spiąć go klamrą, ale może przydałby pasek, żeby utrzymać go troszkę w ryzach? 



I na koniec bardzo, bardzo gorąca prośba do wszystkich zaglądających na bloga.

Kochani można już głosować na moją sukienkę w Jesiennym Konkursie Hurtowni IZPOL.
Liczy się ilość lajków pod zdjęciem, więc proszę nie spać tylko klikać ;) 

 Konkurs "Jesień z Izpolem"

 

https://www.facebook.com/Hurtownia.tkanin.Izpol/photos/a.769724469730017.1073741995.353122354723566/769724519730012/?type=1&theater

Można oddać swój głos do  do 17 listopada, ale oczywiście możecie to zrobić już dziś ;)
A ja powyobrażam sobie jakie boskie tkaniny będę mogła sobie wybrać w ramach nagrody...



poniedziałek, 17 marca 2014

W letnich turkusach

Mam fazę na spełnianie zachcianek Młodej. Dopiero co skończyłam nowe rolety i poduszki do jej pokoju, a teraz dostała wiosenny sweterek (bluzeczkę?). I żeby nie było, że kreuję się na matkę idealną to przyznam się, że o obie rzeczy prosiła już coś około roku :) 
Tak, tak - okres oczekiwania jak nie przymierzając na wizytę do specjalisty z NFZ :)


Sweterek wykonany rękoma moimi własnymi, ale według ścisłych wytycznych Młodej. Raglan dziergany nieudolnie od góry, rękawy niestety zszywane. Bez wzorów i upiększeń (jak to u Młodej), same gładkie prawe - nawet ściągaczy brak. 
Przemyciłam tylko małe ażurki, bo z założenia sweterek ma być na temperatury letnie. Założenia owe nie przeszkodziły jednak popędzić mojej dziewoi w nowym sweterku do szkoły, chociaż za oknem pogoda raczej listopadowa, a wiatr duje jak w kieleckim :)

 

Ciemnoniebieskie plisy (to też pomysł Młodej) wywijają się dzięki temu nonszalancko: :)

 

Dawno nie miałam drutów w ręku i zapomniałam jakie to przyjemne. Chyba wydziergam coś podobnego dla siebie. 
Do lata może zdążę :)

Zdjęcia nie najpiękniejsze, ale dziecię moje kategorycznie odmówiło paradowania na zewnątrz przy takiej pogodzie. Dobrze, że w ogóle dało się na te fotki namówić...

 

Na całość poszło 2,5 motka turkusowej "Sonaty" świętej pamięci Aniluxu, a na plisy resztka bawełny z domowych zapasów. Swoją drogą, to po upadku jeleniogórskiej przędzalni mamy jeszcze może jakąś polską firmę produkującą włóczki?

wtorek, 22 października 2013

Skarpety pozornie nie do pary...

Młoda zmusiła mnie do wydziergania kolejnej pary skarpet. 
Nie musiała długo prosić, bo wełniane ciepłe skarpety to jedyna alternatywa dla kapci... których moje dziecię nie nosi. 
Kapcie oczywiście posiada. A i owszem, nawet kilka par. Niektóre zostały kupione na jej wyraźne życzenie, ale widziałam je na jej stopach najczęściej tylko w dniu zakupu. 
Grube skarpeciochy użytkuje chętnie, więc czując w kościach zbliżające się chłody wydziergałam następną parę. Tylko czy na pewno parę?


Włóczka to Lanagold Alize. Cieniowana jak widać wyraźnie :) Dziergałam obie skarpety jednocześnie - jedną z nitki z wierzchu motka, drugą ze środka... i wyszły takie cudaki :)


W pierwszej chwili chciałam spruć którąś sztukę i zacząć od kawałka w tym samym kolorze co początek drugiej, ale Młoda orzekła, że takie jej się podobają. A że o gustach się nie dyskutuje (no dobra, przyznaję - leniwa jestem) to dodziergałam obie sztuki do końca. Tym sposobem dziewczę wzbogaciło się o parę skarpet z jednego motka, ale niezupełnie do pary.


Dziecko szczęśliwe, a przewrażliwiona matka może spać spokojnie - czegóż chcieć więcej? :)))

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Wredny Bambus!

Tytuł bez podtekstów! 

Rzecz dotyczy bowiem włóczki bambusowej, a raczej bluzeczki, którą z niej wydziergałam. 

Początek robótki zapowiadał się bardzo obiecująco, o czym zakomunikowałam w tym poście. Kiedy koncepcja wzoru ustaliła mi się w głowie dalsza część poszła już migusiem. 

Bardzo zadowolona z efektu końcowego uprałam nowy ciuszek. Żeby nie było - pranie odbywało się zgodnie ze sztuką, czyli zero tarmoszenia, wykręcania i tym podobnych. Włożyłam ją do miski z delikatnym płynem do prania i pozostawiłam na jakieś pół godzinki, żeby się oczka wyrównały. Potem odcisnęłam delikatnie z nadmiaru wody w zrolowanym ręczniku. 
Suszyłam oczywiście na plaskacza. 

Efekt - sami zobaczcie. Czarna rozpacz...


Włóczka zachowała się delikatnie mówiąc nieprzyzwoicie i z bluzeczki zrobiła się ogromna tunika. Na moje oko tak ze cztery rozmiary większa od wersji przed praniem:



Długość mogłaby nawet zostać, a dekolt dałoby się zmniejszyć przez dorobienie plisy, ale co zrobić z pachami, które wypadają na wysokości talii? Pozostaje tylko sprucie i dzierganie od początku, bo Wrednego Bambusa zrobiłam na swoje nieszczęście od góry...

W zasadzie nie lubię pokazywać czegoś co kompletnie mi nie wyszło. Swoją drogą ciekawe kto to lubi...
Ale tym razem postanowiłam się przełamać ku przestrodze, a może i nauce nawet, bo być może wina nie leży po stronie włóczki, a dziewiarki. Może coś zrobiłam nie tak jak trzeba, bo to moje pierwsze podejście do raglanu.

Wszelkie sugestie mile widziane.

 Przy okazji jestem ciekawa, czy miałyście jakieś doświadczenia z włóczką bambusową  
(Bamboo Alizee) i czy tylko mi przytrafiła się taka niespodzianka po praniu?


Ps. Zobaczcie, co wczoraj wygrzebałam spod grubej warstwy śniegu w ogródku. Nie tylko ludzie tęsknią już za wiosną :)


piątek, 8 marca 2013

Entrelac


Entrelac się skończył i nawet się zblokował :)


Efekt końcowy można podziwiać. Wszelakie och i achy wskazane, a nawet oczekiwane ;)
Osobiście nie mogę się nią nacieszyć - miziam nieustannie i dziwię się jak ja mogłam na tego etrlelaka trafić dopiero teraz?

Tak to cudo prezentuje się w całej okazałości na żywej bryle:

 



A tak w różnych konfiguracjach płaszczowych na bryle nieożywionej, czyli na manekinie:

 


  

Dane techniczne - włóczka to wypomniana wcześniej Cashmira Batik Design (Alize) 2802, 100% wełny. Wyszły prawie dwa motki po 100g. Druty bambusowe 5 mm. Ostatni rząd trójkątów robiłam z duszą na ramieniu, cały czas w strachu czy jednak włóczki mi wystarczy. Udało się  - został tylko tyci kawałek - kilka metrów dosłownie.
W praniu okazało się, że włóczka lekko farbuje, ale nie zamierzam jej prać z innymi rzeczami, więc to raczej nie problem.

Wymiary gotowej chusty po zblokowaniu - a właściwie jak się podaje wymiary trójkątnej chusty? Na wszelki wypadek podam wszystko co możliwe, czyli - krótszy bok 110 cm, dłuższy 160cm, w najszerszym miejscu 75cm.

Co do pierwszego w moim życiu blokowania, to postanowiłam skorzystać z pomysłu Intensywnie Kreatywnej. Nie udało mi się znaleźć dokładnie takiego samego drutu jak Agnieszka.
Zakupiłam zatem druty najgrubsze druty do... spawania jakie znalazłam w najbliższym sklepie z artykułami metalowymi. Druty wyczyściłam i spiłowałam końcówki - pilnikiem do paznokci :))), bo nic innego nie przyszło mi do głowy. Matka Polka potrafi!

Trud i brud pod paznokciami się jednak opłacił, bo ustrojstwo zdało egzamin. Chusta wygląda całkiem nieźle, a druty nie zardzewiały przez noc i nadają się do ponownego wykorzystania.

Jedyny problem z blokowaniem, to problem z ukryciem blokującej się chusty przed okiem, a raczej doopką kocią. Nawet perspektywa szpilek w zadku go nie odstrasza. Tym sposobem Entrelac został obowiązkowo wzbogacony kluskową sierściuchą. Będzie cieplejszy :)

  

 Ps. Trochę zaszalałam z ilością zdjęć - nie mogłam się powstrzymać :) Warto je sobie powiększyć poprzez kliknięcie.

Zainteresowani  wydzierganiem chusty Entrelac mogą skorzystać 
z bardzo klarownego kursu, który w zeszłym roku zrobiła Kryska. 
Odsyłam zatem do jej bloga z wełny, lnu i bawełny 
i życzę owocnego dziergania :)

poniedziałek, 4 marca 2013

Zakochałam się na wiosnę...

Druty przyrosły mi chyba do rąk ;)

Naiwnie myślałam, że na czapce zakończę zimowe dzierganie, ale przyszły zamówione wcześniej włóczki i nie mogłam nie spróbować czegoś, co już od dawna za mną chodziło.

W technice entrelac, a właściwie w chustach nią robionych nie można się nie zakochać. Zwłaszcza, kiedy powstają z pięknych, cieniowanych włóczek...

 

Zapytajcie o entrelac wujka Google, a zaleje was prawdziwa feeria barw. Ja pomęczę was dzisiaj tylko zdjęciami swojej produkcji :)

Moja "robi się" z Cashmiry Batik Design (Alize). Na wiosnę trochę chyba za ciepła, bo to 100% wełny, ale używam najgrubszych z zalecanych drutów i mam nadzieję, że po zblokowaniu stanie się trochę bardziej zwiewna.


Wbrew pozorom nie jest to zbyt trudna technika. Wystarczy trochę wyobraźni i dobry opis. Po wykonaniu pierwszych czterech kwadratów chusta robi się właściwie sama :) 

 

To co jest widoczne na zdjęciach powstało w ciągu dwóch wieczorów - wyrobiłam jeden motek i zaczęłam drugi. W tym tempie za dwa dni powinnam skończyć :) 

To moje pierwsze podejście do tej techniki, ale już czuję, że na pewno nie ostatnie. Marzy mi się następna chusta, tym razem z cieńszej włóczki - taka w sam raz do wiosennego płaszczyka.

A na froncie szyciowym też się ostatnio troszkę działo. Uszyłam sukienkę  i skroiłam spódniczkę. Sukienkę zdążyłam już w sobotę przetestować, ale niestety jeszcze nie doczekała się dokumentacji fotograficznej na ludziu. 

Na razie mała zapowiedź:



piątek, 1 marca 2013

"Toto"

Właśnie skończyłam "toto", które zapowiedziałam w poprzednim poście.

Nikt nie miał na nie pomysłu, tylko koleżanka Dehaef miała jakieś podejrzenia. Dziwnie wyglądające paski przeszły wczorajszego wieczoru  metamorfozę w równie dziwnie wyglądającą... czapkę :)

 

Efekt eksperymentu prezentowany na mojej rozczochranej głowie

Na to dziwadło natknęłam się jesienią w sieci i od tej pory nie dawało mi spokoju. Znacie to uczucie - człowiek musi bo się udusi. 
Zrobiłam kilka podejść, bo za każdym razem coś nie wychodziło: a to dobrałam nieodpowiednią szerokość pasków, a to włóczka nie taka jak trzeba. Stanęło na podwójnej nitce jakiegoś cienkiego akrylu, którego nazwy już nawet nie pamiętam. Do takiej kombinatorki nadawał się idealnie - mogłam pruć go sobie do woli, bez obawy, że włóczka się zniszczy :)

Wzór niby zwyczajny - w warkocze przecież... tyle tylko, że warkocze nie są przerabiane, a wyplatane :)

W fazie produkcyjnej wygląda to mniej więcej tak:


Potem należy połączyć końce za pomocą gustownych guziczków i z jednej strony tak powstałej opaski wydziergać ściągacz, a z drugiej dorobić górę czapki, coby nam łepetyna nie przemarzła. 


I  la voilà: 

  

Spróbowałam, zrobiłam i nawet wyszło podobnie do pierwowzoru, ale nie wiem czy będę nosić. Tej zimy już pewnie nie, bo ciepła jest okrutnie, a do przyszłej zdążę się chyba namyślić co z nią zrobić... 


Ps. Na życzenie podaję link do instrukcji z której korzystałam. Chętni mogą sobie więcej poczytać i pooglądać tutaj
Powodzenia w dzierganiu!

wtorek, 12 lutego 2013

Skarpetki trzy :)


Skarpetkowy ciąg dalszy... 

Zazwyczaj skarpetki robi się parami, w parach kupuje i w parach nosi. A ja wydziergałam właśnie komplet, który składa się ze sztuk trzech! :) 




Sowy powstały na życzenie pewnej młodej damy, która zapatrzyła się na skarpety z poprzedniego postu. Powstała ich zmodyfikowana wersja, bo straszliwie nudzę się przy powtarzaniu tych samych wzorów i musiałam wykombinować coś innego.

Skarpety mają tylko jeden motyw sowy na wierzchu. Góra jest zrobiona podwójnym ściągaczem, który można nosić na dwa sposoby - co widać na załączonych obrazkach :)


Włóczka ta sama co poprzednio, czyli Polo Natury w kolorze beżowym (50% wełna, 50% akryl).

Z całego motka zostało jej tyle, że wydziergałam skarpetę trzecią... na telefon :)


Jest całkowicie bezszwowa, bo przy dzierganiu wykorzystałam ostatnio nabyte umiejętności, czyli nabieranie oczek metodą  magic cast-on i dzierganie na drutach z żyłką metodą magic loop.

 

 

Zadrutowałam sie straszliwie... Zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że moja maszyna do szycia stoi bezczynnie. 
Wiosnę już powoli czuć w powietrzu, moja szafa domaga się odświeżenia garderoby, a ja siedzę jak świstak i dziergam wełniane skarpety...

sobota, 2 lutego 2013

Razempetki i skarpetki :)

Zaskarpetkowałam się. Na amen :)


 

A wszystko przez Intensywnie Kreatywną i jej Rzempetki.

Od dawna marzyły mi się cieplutkie, warkoczowe skarpety na długie zimowe wieczory, ale nie miałam śmiałości podejść do tematu. 

Mam bowiem parę robótkowych fobii z młodości, które przekazała mi moja szanowna Rodzicielka. Pierwsza dotyczyła szycia spodni, druga dziergania skarpetek. Z tą pierwszą zdążyłam się rozprawić jakiś czas temu z zadowalającym  (i nawet nadającym się do chodzenia) efektem, na drugą przyszła kolej właśnie teraz. 

Zwłaszcza, że Intensywnie Kreatywna zorganizowała kolejną akcję wspólnego razem-robienia, w ramach której naucza dziergania dokładnie takich skarpetek o jakich od dawna marzyłam. I wiecie co, nawet kolor się zgadza :)

Okazało się, że wcale diabeł nie taki straszny i że nie potrzebuję tych piekielnych pięciu drutów skarpetkowych. Całkiem niedawno opanowana przeze mnie technika magic loop też się w końcu przydała. Tylko rozsądku trochę zabrakło, bo oczywiście na robienie próbki do przeliczenia oczek jak zwykle nie miałam ochoty. 


Pierwsza skarpeta wyszła więc właściwie cała "próbna". Musiała pójść do sprucia, bo rozmiar pasował tylko na stopę mojego M, który jednakże kategorycznie odmówił wkładania na stopy czegoś w takim kolorze i wzorze... :)

Z następną poszło już lepiej. A nawet na tyle dobrze, że Młodej na ich widok niebezpiecznie zaświeciły się oczy. W ramach uprzedzania nieuchronnego faktu zagarnięcia moich nowych, ślicznych skarpetek przez dziecię moje własne wydziergałam szybciutko parę drugą. Tym razem poszalałam twórczo i wymyśliłam swój własny wzór z wykorzystaniem dobrze znanego motywu sówek:


Przy okazji opanowałam także technikę elastycznego zakańczania dzierganego ściągacza:
 

Jestem z siebie dumna niesłychanie... ;) 

I jeszcze notka kronikarska: włóczka "Polo" Natura (50% wełna, 50% akryl) w kolorze ecru. Na obie pary wyszło ok 1,5 motka (15 dkg).