Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pidżama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pidżama. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 czerwca 2014

Pidżama obrzydliwie słodka


Stosik z przedniego postu został zredukowany do ilości jednego kuponu. 

Na wieszakach w szafie swoje miejsce znalazły już: tęczowa koszulka, sukienka w paski, a dzisiaj skończyłam szyć pidżamkę w serduszka. Wszystkie trzy rzeczy uszyłam na podstawie jednego, banalnego wykroju. Wykorzystałam górę od sukienki mod. 125 z Burdy 3/2014 w rozmiarze 34. Sprytna jestem niesłychanie - oszczędziłam sobie sporo pracy, a Młodej przymierzania, którego nie znosi :)


Szyło się bezproblemowo. Przynajmniej na początku. Przy pidżamie już chyba popadłam w rutynę, albo ostatnie upały mi zaszkodziły, bo spodenki wykroiłam do góry nogami. Jakoś nie przyszło mi do głowy, że przed krojeniem należałoby sprawdzić w którym kierunku biegnie wzór...


Wprawdzie nie ujmuje to pidżamie wdzięku (słodka jest obrzydliwie - taka ilość serduszek może przyprawić wrażliwsze osoby o mdłości), ani też nie przeszkadza w użytkowaniu, ale moja pedantyczna dusza bardzo nad tym boleje :)


Pocieszam się myślą, że Młoda ma w nosie czy serduszka są skierowane w górę, czy w dół. Podoba jej się taka jaka jest i tego się będę trzymać. 

Podkroje pach i dekoltu wykończyłam pliską i dodałam aplikację w postaci - a jakże by inaczej - serduszka. Spodenki wykroiłam bardzo profesjonalnie - odrysowując je od innych spodni pidżamowych :D


Co do reszty uszytków, to zaprezentuję je kiedy tylko moje bardzo zabiegane dziecko znajdzie czas i chęci na małą sesję zdjęciową. Pokazywania się publicznie w pidżamie kategorycznie odmówiła i dzięki temu mogłam wam ją pokazać już dzisiaj :)




niedziela, 30 marca 2014

Upiorny fiolecik


Nietrafiony zakup internetowy - znacie to uczucie, prawda? Kiedy otwiera się paczkę, którą kurier dopiero co dostarczył , a w środku znajdujecie coś co nie bardzo przypomina wasze wyobrażenia o zawartości.


Na szczęście tym razem moje rozczarowanie dotyczyło tylko koloru. Zupełnie nie przypominał tego na ekranie monitora, chociaż oglądałam go na wszystkich trzech dostępnych w domu i na telefonie na dodatek :)
Jakość za to była dokładnie taka jakiej oczekiwałam od wiskozowej dzianiny, ale z racji zupełnie nietwarzowego
(w moim przypadku) odcienia fioletu nie zasługiwała na pokazanie się w niej publicznie.

Oczywiście musiała odleżeć swoje w czeluściach szafy zanim jak Pomysłowy Dobromir, wpadłam na to co z niej mogę uszyć. Bo chociaż nie pokazałabym się w tym fiolecie za dnia, to kto powiedział, że nie mogę paradować w nim nocą. O ile można paradować w pozycji leżącej, bo nocą to ja zazwyczaj jednak śpię :)


Kreacji wieczorowej z niej nie wyczarowałam, ale za to powstały dwie rewelacyjnie wygodne kreacje do spania :)


 
Obie na bazie jednego wykroju (Burda 2/2013 model 127). 
Przetestowałam go już w zeszłym roku - w roli bielizny nocnej sprawdza się równie dobrze, co w formie letniej marynarskiej bluzeczki (bluzeczka dla przypomnienia znajduje się tu). 
Do tego stopnia, że po uszyciu koszuli nocnej poczułam się silnie zmotywowana do doszycia do kompletu pidżamy, zwłaszcza, że nieszczęsnej dzianiny miałam całkiem spory kupon.

Koszula została wykończona troszkę infantylną lamówką z dzianiny w różowo-białą krateczkę. Spora rolka tej lamówki wpadła mi ostatnio w ręce w ulubionym SH i okazało się, że w końcu może się do czegoś przydać.


Lamówka została potraktowana jak pliska i przyszyta w sposób, który już kiedyś pokazywałam w tej instrukcji.


Co się zaś tyczy pidżamy to na całość jednak dzianiny nie wystarczyło. Gacie doszyłam więc z bawełny koszulowej całkiem przypadkiem pasującej kolorystycznie do upiornego fioleciku :) 


Góra musiała nawiązywać do dołu, więc otrzymała ręcznie wyprodukowaną lamówkę ze skosu. Tym razem przyszyłam ją tradycyjnie i długo będę pamiętać ile się przy niej namęczyłam... Ale przynajmniej mam cudnej, babciowej urody "komplet nocny":


Jedyne co mi nie pasuje to wykończenie dołu. Musiało pozostać elastyczne, więc padło na zwykły zygzak, który nie bardzo mi się podoba. Ale mam nadzieję, że wkrótce podejmę ostateczną decyzję co do modelu overlocka idealnego i wtedy sobie je poprawię :)


sobota, 24 sierpnia 2013

Coś na lepszy sen :)

Zazwyczaj po przeglądzie zawartości szafy dochodzę do jedynego słusznego wniosku (tak jak większość przedstawicielek naszej płci), że  "ja nie mam co na siebie włożyć".

Tym razem wnioski były zgoła inne. Okazało się bowiem, że ja nie mam w czym spać! Przy panujących tego lata warunkach pogodowych można się w zasadzie piżamą tudzież koszulą nocną nie przejmować, ale upały przecież już się kończą...

I na tę porę przejściową między gorącym latem, a jesienią uszyłam sobie coś do spania i nie tylko ;)


Wykorzystałam satynę, która była nietrafionym kolorystycznie zakupem internetowym. Ilekroć zaglądałam do swoich zasobów materiałowych widok tej satyny męczył mnie okropnie. Zwłaszcza, że było jej kilka metrów, a jest przyzwoita gatunkowo. Tylko ten kolor...

 

Miała stanowić podszewkę tej sukienki. Zamawiałam szyfon i satynę w jednym sklepie po zapewnieniu sprzedającego, że obie tkaniny dopasują mi kolorystycznie. W paczce znalazłam piękny morski szyfon i szmaragdową satynę... uroki zamawiania na odległość :(

Musiała chyba jednak swoje odleżeć, żebym spojrzała na nią łaskawszym wzrokiem. Po dodaniu kremowej koronki już nie wydaje się taka ciemna i ostatecznie do spania się nada. 


Wykrój oczywiście burdowy - 12/2005 mod.127:

www.burda.pl

Uszyta prawie bez zmian - jest dłuższa niż oryginał i pozbawiona koronki na podłożeniu.
Lamówka kolorystycznie dopasowana do koronki. Kupiona w pasmanterii, bo musiałabym być masochistką, żeby samodzielnie produkować 1,5mb lamówki z satyny i to jeszcze ze skosu :) 

Zdecydowanie poszłam na skróty kupując "gotowca", ale w ramach pokuty podszyłam całość ręcznie. Szew maszynowy nie bardzo mi tu pasował. Tak wygląda wykończenie od środka:


Nie bardzo wiedziałam jak przyszyć koronkę. Przeszyłam dwa razy potrójnym zygzakiem (tzw. trójskok) - zwykły zygzak marszczył tkaninę. Nie wygląda to może pięknie, ale mam nadzieję, że dobrze zniesie pranie :)

Ps. Do koszulki szyje się coś jeszcze.... uparłam się, że wykorzystam tę satynę do końca :) Ciąg dalszy wkrótce nastąpi...