Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana Moden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana Moden. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Paski trochę inaczej niż zwykle


Zwykłe paski. Pospolite, biało-granatowe. Całkiem sporo ich w mojej szafie. W różnych konfiguracjach. 
Pionowe, poziome, skośne - chyba przerobiłam już wszystkie paskowe wariacje.


Pewnie dlatego ten kupon wiskozy męczył mnie tak długo zanim zabrałam się za krojenie. Bardzo chciałam żeby powstało z niego coś zupełnie innego.


I wymyśliłam - tym razem mam jednocześnie paski pionowe i poziome :) 


Wykrój ten sam co ostatnio - Diana Moden 1/2014. Czyli prosty bardzo. Ale szycie nie było już tak komfortowe, bo od tych paseczków oczopląsu można dostać :) Zwłaszcza jeśli ktoś upiera się, żeby połączyć je idealnie równo.

Okupiłam to bólem głowy, ale szycie dokończyłam. Taki uparciuch ze mnie :)

Rękawy i dekolt wykończyłam jak zwykle, czyli pliskami ze skosu. Tyle tylko, że pliski rękawków zostawiłam na zewnątrz, a przy dekolcie podszyłam pliskę od spodu:



Uzyskałam chyba całkiem ciekawy efekt. Bo bluzka niby zwykła, ale tak nie do końca :)
  
 


czwartek, 21 maja 2015

Niebieskie pelikany


Kiedy zobaczyłam je w sklepie to nie mogłam się im oprzeć :)
Takie cudne pelikany wpadły mi w łapki. Idealne na zwiewną, letnią bluzkę... 


Nie mam pojęcia co to za materiał. Cieniutki, przyjemny w dotyku i lekko elastyczny w obie strony. Przewiewny na dodatek. Czyli na upały w sam raz.


Do wakacyjnych temperatur jeszcze nam chyba daleko, ale pelikany tak mnie zauroczyły, że z marszu zasiadłam do maszyny. Żeby nie było zbyt nudno, to wybrałam model z zakładkami przy dekolcie. 


Zazwyczaj unikam marszczeń i zakładek w rejonach okołobiustowych, ale ten materiał jest taki cieniutki, że pomyślałam sobie - raz kozie śmierć :) 


Model prosty, to poszalałam sobie w środku - całe wnętrze wykończone jest szwem francuskim:

 

Dekolt i rękawy obszyłam lamówką. Niech was zdjęcia nie zmylą  - lamówka jest granatowa tak samo jak pelikany :)

Oryginalny wykrój (Diana Moden 2/2013 model 26M) nie miał rękawów. Dodałam je z innego modelu (Diana Moden 2/2013 model 23M). Powinnam była poprawić podkrój pach, ale się zagapiłam. Bluzka nie leży przez to idealnie, ale dzięki temu, że materiał jest lekko elastyczny to nie ma to zbyt dużego wpływu na komfort noszenia.


Na bluzeczkę zużyłam ok. 1mb pelikanów w cenie 30zł/mb.



środa, 23 kwietnia 2014

Świąteczny Tygrys

Dzisiaj Tygrys proszę Państwa: 


Postanowiłam przełamać swoją niechęć do zwierzęcych motywów i na świąteczne śniadanie wybrałam się odziana 
w tygrysopodobną sukienkę.
Sukienka powstała właściwie z potrzeby chwili. Kiedy słupek termometru w Wielki Piątek skoczył raptownie do góry spanikowałam. Nie byłam przygotowana odzieżowo na takie ekscesy pogodowe. Porzuciłam pieczenie mazurków i bab i pogalopowałam do maszyny. Troszkę koloryzuję - przygotowania świąteczne były już na ukończeniu, więc wieczorem mogłam spokojnie zrelaksować się przy szyciu ;)

Wykorzystałam wykrój z Diany Moden 4/2011, ale dostosowałam go do własnych potrzeb. Pozbawiłam go rękawów i sporo zwęziłam. Wszyłam też z tyłu zamek kryty, którego brak w oryginale. Spódnicę, składającą się z trzech części zredukowałam do jednej z zaszewkami. I znacznie powiększyłam dekolt, żeby nie czuć się jak w kombinezonie :)


Tygrysopodobny materiał to wynik amoku zakupowego :)
Kupiłam go, mimo swojej niechęci do tego typu printów. Ale był tak przyjemny, mięsisty w dotyku i najważniejsze - tani jak barszcz, bo to kupon z resztek. I jak to bywa w przypadku szmatoholiczki kupiłam, bo na coś tam się kiedyś przyda. Znacie to z autopsji, prawda?


Kuponik miał jednak jedną, podstawową wadę. Krótki był strasznie (tylko 90 cm), a ja uparłam się, że uszyję z niego sukienkę. I dałam radę, ale musiałam posiłkować się  beżowymi wstawkami w pasku i plisą na dole. 
Przez braki tkaninowe sukienka jest w długości za którą nie przepadam, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma :)

Zdjęcia  robione po partyzancku, w tempie iście ekspresowym w drodze na wielkanocne, rodzinne śniadanie. Musieliśmy się sprężać, bo Młoda trzymała się kilkanaście metrów od nas i udawała, że nie zna tej dwójki wariatów co ganiają w świąteczny poranek z aparatem po miejskim parku zamiast siedzieć statecznie nad talerzem żurku :)

I na koniec kilka detali, tym razem już na manekinie:






piątek, 4 kwietnia 2014

O chusteczka!


Za oknem świeci piękne wiosenne słońce, więc zaczęłam powoli myśleć o lecie.  A raczej o swojej letniej garderobie. 
Wnioski mało odkrywcze jakoś - jak zwykle nie mam co na siebie włożyć...
Od szafy z ubraniami rzuciłam się więc do pudeł z zapasami materiałowymi i wyciągnęłam kilka kawałków, które w najbliższym czasie uzupełnią moje braki ubraniowe. Oczywiście po uprzednim wykrojeniu i zszyciu :)

Zaczęłam od tuniki. Miała być krótsza, ale szkoda mi było pociachać taki fajny wzorek - coś jakby chustka albo apaszka. Do spódnicy już jej nie założę, bo jest za długa. Będę musiała zaopatrzyć się w odpowiedni dół. Może rurki w kremowym kolorze?


 

Materiał (batyst) czekał sobie na moją wenę już od zeszłej wiosny. Kawałek, który wtedy kupiłam, zawierał dwa takie motywy, ale wykorzystałam tylko jeden. Tył uszyłam z jednokolorowej dzianiny, bo z przodu i tak dużo się dzieje :)



Zaszewki właściwie są zbędne, bo fason raczej luźnawy, ale całość układa się dzięki nim dużo lepiej w okolicy tali:

 

Wszystkie elementy góry, czyli dekolt i coś co robi za rękawki wykończone pliską z tej samej dzianiny co tył. Dół bez kombinacji - obrzucony ściegiem overlockowym i podszyty stebnówką.
 

Z kronikarskiego obowiązku podaję, że wykrój pochodzi z Diany Moden nr 2/2013 model 3A.




poniedziałek, 3 lutego 2014

Jestem trendy...

... przynajmniej kolorystycznie :)

Całkiem niedawno wyczytałam na blogu U Are Fab, że według  amerykańskiej korporacji Pantone Inc., która jest uważana za światowy autorytet w dziedzinie koloru, kolorem roku 2014 ma być odcień Radiant Orchid. 
Piękna nazwa nieprawdaż? Na zdjęciach wygląda jak coś pomiędzy różem i fioletem. Pamiętam, że moja mama nazywała ten kolor fioletem "biskupim", ale ze światowym autorytetem dyskutować nie będę ;) Skoro twierdzą, że to Radiant Orchid, to niech tak zostanie. I tak mi się podoba, pod każdą nazwą.

Podążając więc za najnowszymi trendami (buahaha...) popełniłam tuniko-bluzę, której głównym akcentem kolorystycznym jest właśnie wspomniany wyżej Radiant Orchid (chyba): 

Kawałek dresówki w takim kolorze wygrzebałam przypadkiem w pudle z zapasami przy okazji szycia czerwonej sukienki. Przekładałam go z kąta w kąt, bo Młoda stanowczo odmówiła noszenia czegoś o takiej barwie, a na ubranie dla niemowlaka płci męskiej (jedynego małego dziecka w naszej rodzinie) raczej się nie nadawał. Mały pewnie nie zgłosiłby sprzeciwu, ale jego tata na pewno :)


Wykrój, trochę zmodyfikowany, pochodzi z ostatniej Diany Moden (1/2014). W oryginale wyglądał tak:

www.bpv.pl
Górę jak widać zostawiłam w spokoju, natomiast dół zmieniłam całkowicie, bo zależało mi na dłuższej tunice do legginsów. Na  połączeniu obu części przodów wszyłam metalowe zamki błyskawiczne. Planowałam w tym miejscu kieszonki, ale nawet telefon trudno byłoby w nie wcisnąć, więc sobie darowałam:)

Wykorzystałam też resztki ekoskóry, które pozostały mi po sukience dla Madzi. Zaszewki na tyle to nie mój pomysł, ale były na wykroju i nawet się przydają więc zostały:


I na koniec kilka "słitaśnych foteczek", bo się z Młodą w trakcie robienia zdjęć trochę rozbrykałyśmy. Tak, tak -  Młoda tym razem stanęła po drugiej stronie obiektywu:


Ps. Dziękuję za trzymanie kciuków za sukienkę "wysyłkową" - poskutkowały :D
Kiecka dotarła do nastoletniej adresatki i pasuje idealnie. Szkoda, że nie mogliście usłyszeć tych pisków radości, które ja usłyszałam przez telefon...


piątek, 17 stycznia 2014

Jak wino...

Monokolorystycznie się u mnie zrobiło. 
I monotematycznie również....

Kolejna sukienka, kolejna w czerwieni. 


Całe szczęście, że krój całkowicie inny niż w dwóch poprzednich i odcień czerwieni też się różni. Może nie zanudzę was na śmierć :)

Tym razem krój kombinowany - góra z Diany, a dół z prostokąta, który ułożyłam w kontrafałdy. Dzianina punto w pięknym kolorze wina, choć zdjęcia pewnie tego nie oddają. 


Pomieszkuje sobie ta sukienka w mojej szafie już jakiś czas i stwierdzam, że jest jedną najwygodniejszych moich sukienek. Na tyle luźna, że nie wymaga zamka, a jednocześnie szwy francuskie odpowiednio podkreślają  kobiece kształty w górnej części. Na dodatek dół skutecznie maskuje skutki mojego łakomstwa.


I można poszaleć z dodatkami, chociaż w moim przypadku niekoniecznie. Naszyjniki, chusty, szale noszę sporadycznie - czuję się mało komfortowo jak mi coś u szyi dynda :) Z drugiej strony zimą nie wyjdę z domu bez dokładnego opatulenia gardła. Taki ze mnie freak...