Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klus. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lipca 2015

Liwia i koty

Nie da się ukryć, że obie lubimy koty. Gdyby pozwalały nam na to warunki, to w naszym domu  mieszkałoby ich całe stado. Ale na razie musiałyśmy swoją miłość do kotów zogniskować na jednym jednym (choć niemałym) Klusku.


Nie zdziwi więc nikogo fakt, że wszelkie kocie motywy i nadruki od razu przykuwają nasz wzrok. Liwia ma już kociarską torbę i całkiem pokaźną ilość poduszek z kotami. Nawet rolety w jej pokoju opanowały czarne kocurki. A teraz zawędrowały na ubrania :)


Wypatrzyłyśmy ten materiał kiedy szukałam zeberek. I tak jakoś niechcący to 1,5mb żorżety silki samo kliknęło się do koszyka ;)

 

Miałam cichą nadzieję, że jakimś cudem wystarczy jeszcze chociaż na przód bluzki dla mnie, ale model sukienki, który upatrzyło sobie moje dziecię skutecznie pozbawił mnie złudzeń. Całe szczęście, że chciała dużo krótszą wersję, bo na oryginalną długość, przy tej ilości materiału, nie było co liczyć.

Wykrój całkiem świeży, bo z Burdy 6/2015 (model 133):


Rozmiarówka dziecięca wprawdzie, ale zaryzykowałam. Szyjąc dla córki korzystam już z rozmiaru 34, ale przy tym fasonie bez problemu zmieściła się w dziecięce 158.




A na deser mam dla was jeszcze jednego koteczka.
Klus sportretowany przez Liwię:




piątek, 31 maja 2013

Koralikowy ciąg dalszy...

Dzisiaj post szybki i krótki jak telegram - ciekawe czy jeszcze poczta je wysyła?

Kolejny efekt koralikowego szaleństwa, czyli podwójna kropeczkowa bransoletka:

Toho round 11/0
kolory: Silver-Lined Green Emerald, Silver-Lined Topaz



Zobaczcie jakie fajne zapięcie do niej znalazłam:


A jaką rasową modelkę (albo raczej modela) do prezentacji :)))


 

Zaświadczam jednocześnie, że trakcie sesji fotograficznej nie ucierpiało żadne zwierzę 
- zwierzę jak widać smacznie sobie spało :)

Zwierzę, czyli Klusecki, śpi sobie dalej, a idę coś uszyć w ramach terapii odwykowej od uzależnienia koralikowego :)

czwartek, 23 maja 2013

Oops, I did it again :)

Bluzka z tego postu tak dobrze się nosi, że postanowiłam wykorzystać ten wykrój raz jeszcze. Tym razem jednak w postaci sukienki. 

Kupiona niedawno, na znanym portalu na literkę A dzianina ma dość wyrazisty wzór - fason musiał być prosty w formie. Wykrój 136B z Burdy 2011/12 idealnie się nadał.


Oczywiście mądrzejsza o poprzednie doświadczenia poprawiłam podkroje pach już na etapie krojenia. 
I oczywiście nie byłabym sobą gdybym nic więcej nie pozmieniała :)
 


Sukienka została więc wzbogacona o głębszy dekolt na plecach i wiązane troczki, aby się ten dekolt nie rozjeżdżał za bardzo na ramionach, kilka okrągłych ćwieków wokół tegoż dekoltu oraz pleciony pasek zakupiony razem z bluzką, do której kompletnie nie pasował. 
Jak widać do sukienki nadaje się idealnie :) 

Rzut oka na detal:


Tym razem ćwieków nie zabrakło (są i z przodu, i z tyłu), ale w końcu ze swoją sukienką mogę robić co mi się podoba :)  

Teraz tylko muszę kupić nowe okulary przeciwsłoneczne i mogę ruszyć w miasto ;) Albo na plażę... Rozmarzyłam się troszkę, bo za oknem niebo doszczętnie zasnute deszczowymi chmurami...

Idę wypić kolejną kawę, a Kluseckiemu to by się pewnie podwójne espresso przydało :)))



piątek, 8 marca 2013

Entrelac


Entrelac się skończył i nawet się zblokował :)


Efekt końcowy można podziwiać. Wszelakie och i achy wskazane, a nawet oczekiwane ;)
Osobiście nie mogę się nią nacieszyć - miziam nieustannie i dziwię się jak ja mogłam na tego etrlelaka trafić dopiero teraz?

Tak to cudo prezentuje się w całej okazałości na żywej bryle:

 



A tak w różnych konfiguracjach płaszczowych na bryle nieożywionej, czyli na manekinie:

 


  

Dane techniczne - włóczka to wypomniana wcześniej Cashmira Batik Design (Alize) 2802, 100% wełny. Wyszły prawie dwa motki po 100g. Druty bambusowe 5 mm. Ostatni rząd trójkątów robiłam z duszą na ramieniu, cały czas w strachu czy jednak włóczki mi wystarczy. Udało się  - został tylko tyci kawałek - kilka metrów dosłownie.
W praniu okazało się, że włóczka lekko farbuje, ale nie zamierzam jej prać z innymi rzeczami, więc to raczej nie problem.

Wymiary gotowej chusty po zblokowaniu - a właściwie jak się podaje wymiary trójkątnej chusty? Na wszelki wypadek podam wszystko co możliwe, czyli - krótszy bok 110 cm, dłuższy 160cm, w najszerszym miejscu 75cm.

Co do pierwszego w moim życiu blokowania, to postanowiłam skorzystać z pomysłu Intensywnie Kreatywnej. Nie udało mi się znaleźć dokładnie takiego samego drutu jak Agnieszka.
Zakupiłam zatem druty najgrubsze druty do... spawania jakie znalazłam w najbliższym sklepie z artykułami metalowymi. Druty wyczyściłam i spiłowałam końcówki - pilnikiem do paznokci :))), bo nic innego nie przyszło mi do głowy. Matka Polka potrafi!

Trud i brud pod paznokciami się jednak opłacił, bo ustrojstwo zdało egzamin. Chusta wygląda całkiem nieźle, a druty nie zardzewiały przez noc i nadają się do ponownego wykorzystania.

Jedyny problem z blokowaniem, to problem z ukryciem blokującej się chusty przed okiem, a raczej doopką kocią. Nawet perspektywa szpilek w zadku go nie odstrasza. Tym sposobem Entrelac został obowiązkowo wzbogacony kluskową sierściuchą. Będzie cieplejszy :)

  

 Ps. Trochę zaszalałam z ilością zdjęć - nie mogłam się powstrzymać :) Warto je sobie powiększyć poprzez kliknięcie.

Zainteresowani  wydzierganiem chusty Entrelac mogą skorzystać 
z bardzo klarownego kursu, który w zeszłym roku zrobiła Kryska. 
Odsyłam zatem do jej bloga z wełny, lnu i bawełny 
i życzę owocnego dziergania :)

piątek, 27 lipca 2012

Futro w lipcu :)

Uwielbiam naturalne Futra.
Kocham za ich miękkość, kojącą jedwabistość włosa i ciepło, które dają. Za to, że zawsze poprawiają humor i dają się nosić na różne sposoby. Za to, że można się w nie wtulić i zapomnieć o całym świecie.
Zalety naturalnych Futer mogłabym wymieniać jeszcze długo. Moje własne, prywatne Futro ma ich bez liku. Ale najważniejszą jest fakt, że w długie i ponure zimowe wieczory (i nie tylko wtedy) moje Futro... mruczy. Mruczy tak intensywnie, że nic nie jest w stanie zakłócić błogiego spokoju, jaki wtedy maluje się na mojej twarzy...


Proszę państwa oto Futro, zwane częściej Kluskiem lub Kluseckim. Całkowicie naturalne i ekologiczne ;)


Klusecki znalazł się wśród wpisów robótkowych zupełnie nieprzypadkowo.
Zazwyczaj bardzo intensywnie uczestniczy w realizacji wszystkich moich szyciowych i nieszyciowych projektów.
Do tego stopnia intensywnie, że większość burdowych arkuszy z wykrojami jakie posiadam nosi ślady jego pazurów, a każdy wypleciony koszyk (no może poza osłonkami na doniczki) musi przejść przez jego kontrolę techniczną - przecież kot musi sprawdzić, czy koszyk zmieści doopkę kocią nie rozlatując się przy tym :).
Kłębki nici i włóczek też nie mają spokoju. Muszą być obowiązkowo  trzymane w zamknięciu. W przeciwnym wypadku można być pewnym, że zostaną rozwleczone po całym mieszkaniu, łącznie z łazienką i toaletą - wytrzymałość nici bowiem bardzo ważna jest i konieczna do przetestowania przez kociego testera.

Nie muszę chyba już nic dodawać. Klusek stanowi integralną część procesu twórczego, więc oczywistym jest, że wpis o nim musiał powstać i podejrzewam, że jeszcze nieraz koci ogon gdzieś tu przemknie ukradkiem.

Post przeszedł autoryzację - kot mruczy właśnie na moich kolanach. Uznam więc, że dostałam zgodę na publikację.

Publikuję wiec, zanim Klusecki zmieni zdanie :)