Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurtka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurtka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 stycznia 2015

Mały lifting


Płaszcz, który widzicie na zdjęciach liczy sobie już ponad dziesięć lat. Nie mam pojęcia czym kierowałam się przy jego zakupie. Jest ogromny i sporo na mnie za duży nawet teraz, kiedy jestem o dobrych kilka kilogramów (tak na oko jakiś jeden rozmiar) większa niż wtedy kiedy go nosiłam. I uprzedzam wszelkie insynuacje - nie byłam wtedy w ciąży :D


Właściwie to w użyciu był tylko jeden sezon, a potem wylądował na strychu. Aż do ostatniego lata. Z powodu remontu dachu musiałam wynieść wszystko co pod owym dachem się nagromadziło. Przy okazji segregacji tony klamotów odnalazło się wiele rzeczy, o istnieniu których dawno zapomniałam, a między nimi i ten płaszcz.
Postanowiłam dać mu druga szansę, bo jak większość z was nie mogłam wyrzucić czegoś co jest w ciekawym kolorze, nie jest zniszczone, a przy okazji ma rozmiar dający duże pole do popisu.  Przeszedł małą metamorfozę, albo lifting jak kto woli :) 


Jak to zwykle w takich przypadkach bywa plan przeróbki był trochę inny, bo choć rozmiar był duży, to jednak ogromne podkroje pach znacznie ograniczyły mi pole manewru. Boczne elementy byłyby zbyt krótkie do całości i dlatego musiałam posiłkować się inną tkaniną. Szerokie mankiety i stójka powstały w nawiązaniu do boczków. I muszę przyznać, że dodatek czarnego chyba wyszedł całości na dobre.


Pierwszy raz szyłam z materiału na ocieplinie i trochę się tego obawiałam. Ale nie było tak źle - obie (ja i moja Janomka) dałyśmy radę. 
Teraz żadna ocieplana kurtka już nam nie straszna :) 








środa, 2 lipca 2014

Tęcza i coś jeszcze


Inne skojarzenia mi się nie nasuwają. Pewnie mam ograniczoną wyobraźnię, ale chyba inaczej tej koszulki nazwać się nie da. Zapowiadałam ją już sporo wcześniej, ale dopiero dzisiaj mogę pokazać ją w całości.

Młoda zdążyła już ją przetestować. Niejednokrotnie zresztą. Ale jakoś nie mogłyśmy się dogadać co do terminu zrobienia zdjęć. 


Dziecko moje bywa ostatnio w domu sporadycznie, po to, żeby się przebrać i ewentualnie coś zjeść. A jak już zostaje na chwilę, to przeważnie w towarzystwie koleżanek. Powoli oswajam się z myślą, że dorasta, zaczyna mieć swoje życie i swoje sprawy. I tęsknię za czasami, kiedy miałam ją tylko dla siebie. Ale tylko troszkę... 


Pomarudziłam, ale teraz wracam do tematu, czyli koszulki. Powstała z resztki dzianiny, z której szyłam już wcześniej bluzkę z długim rękawem (do pooglądania tu). 


Został całkiem spory kawałek, a że kolorystyka wpisuje się idealnie w wakacyjne klimaty, to machnęłam Młodej koszulkę bez rękawów. Dzianiny wystarczyłoby i na rękawy, ale dziecię zażyczyło sobie właśnie takiej. Nie dyskutowałam, usiadłam do maszyny i uszyłam według życzeń :)


Wykrój ten sam co piżama i sukienka z czerwcowych postów, czyli Burda 3/2014 model 125 (góra sukienki). I wykonanie też identyczne, bo koszulkę wykończyłam pliską. Tym razem nawet dolny brzeg.
Prosta, pasuje do wszystkiego i najważniejsze, że się nie gniecie. Coś czuję po kościach, że będzie to najczęściej noszony ciuch w czasie nachodzących wakacji :)

W ramach wynagrodzenia za lekko smętny ton tego postu koszulka w zestawie z kurteczką:



O szczegółach możecie sobie poczytać  w tym poście - pokazywałam tam prawie taką samą. Prawie, bo różnią się kolorem i rozmiarem, ale wykrój i dzianina ta sama. Jak widać fason odpowiedni i dla nastolatki, i dla... trochę starszej nastolatki też ;)


Ps. Ostatecznie zdjęcia powstały bez mojego udziału. Młoda ruszyła w plener ze swoją przyjaciółką i wróciły z tym co widać powyżej. I chyba całkiem nieźle im wyszło :)



wtorek, 24 czerwca 2014

Przerywnik przymusowy


Dzięki nie najlepszej ostatnio pogodzie zorientowałam się, że mam poważne braki ubraniowe. 
I to wcale nie jest kiepski żart :) Tak się dziwnie złożyło, że wszystkie letnie żakiety, marynarki i sweterki nagle się skurczyły i za nic nie chcą się dopiąć. Dziwne, naprawdę to bardzo dziwne zjawisko :)

Zrobiłam więc przymusową przerwę w uzupełnianiu garderoby Młodej i uszyłam coś dla siebie. Coś, co mogę założyć prawie do wszystkiego. Kolor uniwersalny, krój chyba też:

 

Oryginał był z bawełnianej satyny, ja wykorzystałam beżową pikówkę i ściągacz w kolorze kontrastowym, czyli czarnym :)

Wykrój pochodzi z Burdy 2/2013 model 125 :

www.burda.pl

Uszyłam zgodnie z instrukcją, jedynym odstępstwem był brak podszewki. Uznałam ją za całkowicie zbędną w kurtce letniej. Zostawiłam tylko odszycia:



Kurtkę przetestowałam już w warunkach miejskich oraz polowych, czyli w lesie :)

 
  


I tak mi się spodobała, że właśnie kończę drugą - oczywiście w rozmiarze 34, bo Młodej też wpadła w oko. Przyda się na zakończenie roku szkolnego, bo pogoda do czwartku pewnie się nie poprawi...

Ps. Mała uwaga techniczna - jeśli ktoś zdecyduje się na szycie tego modelu to polecam dobrze zmierzyć rękawy. Oryginalne są za krótkie. Mnie to nie przeszkadza, bo i tak zawsze noszę podciągnięte, ale dla tych co wolą dłuższe mogą się okazać niewystarczające :)

wtorek, 29 października 2013

Kapota

Tadam! 

Kurtka z listopadowej Burdy skończona... ale zmieniłam co nieco i nie wiem czy mi się podoba. 

Burda 11/2013 model 117
Zaryzykowałam - dodałam podszewkę i ocieplinę i przedłużyłam baskinkę, bo zależało mi na tym, by nadawała się do noszenia także zimą. 


I jest ciepła, nawet bardzo (wierzchni materiał to wełna), czyli mam co chciałam, ale nie przypomina chyba za bardzo tego, co zobaczyłam na burdowej modelce. Z wariacji na temat ramoneski wyszła mi zimowa kapota: 


 
Ponarzekałam sobie troszkę, a teraz trochę szczegółów technicznych. 

Ten model, tak jak i morski płaszczyk z tego postu jest bardzo dopasowany. Żeby zmieścić lekko ocieplaną podszewkę musiałam zrobić wykrój większy o dwa rozmiary, a i tak o założeniu pod spód grubszego swetra mogę zapomnieć.  


W trakcie szycia miałam kilka standardowych ostatnio poprawek - zwężałam plecy i powiększałam podkrój szyi z tyłu, żeby zlikwidować "garba". Chyba coś nie tak z moimi plecami, albo Burda projektuje ostatnio ciuchy dla wielbłąda :)))

Tkaniny tym razem nie pochodzą z zapasów, ale kupiłam je specjalnie z myślą o tej kurtce. Wierzch z melanżowej wełny (1,7mb), rękawy z czegoś, czego nie potrafię nazwać - na pewno jest impregnowane (1,5 mb). Resztki tej tkaniny wystarczyły mi też do wykończenia spodu, bo ocieplanej podszewki bawełnianej (podszewka uwolniona z zapasów) miałam troszkę mało. Brzegi wykończyłam lamówką ze skosu z ekoskórki. Przyszywanie tej lamówki bez stopki do skóry zasługuje na oddzielnego posta - mówię wam, traumatyczne przeżycie....

Ja sem netoperek :)
Z "wnętrza" kurtki jestem bardzo zadowolona. Do tego stopnia, że żałuję, że zamek nie ma dwustronnego suwaka. Nosiłabym ją sobie raz na jednej, raz na drugiej stronie ;)


Spódniczka, którą mam na sobie była bohaterką tego postu :) Jest w ciągłym użyciu - to jedna z moich ulubionych.

Podsumowanie - chyba uszyję sobie jeszcze wersję nieocieplaną. Tym razem dokładnie jako Burda rzecze, czyli bardziej dopasowaną do ciała i krótszą, bo wykrój nadal mi się podoba. Może wtedy osiągnę efekt, który będzie przypominał to co zobaczyłam na zdjęciu. Ale to plan na przyszłą wiosnę, czyli może w najbliższej pięciolatce się wyrobię :)


Tymczasem, w ramach odpoczynku od grubaśnych, wielowarstwowych płaszczy i kurtek siadam do krojenia czegoś na pewno mniej skomplikowanego i przyjemniejszego. Muszę zutylizować kilka kuponów z "szafowych" zapasów, bo drzwi już się nie domykają... 
 
 

poniedziałek, 22 października 2012

Dziwadło czyli Burda 4/2011 model 128.



Uszyłam, bo lubię eksperymentować:)
Byłam ciekawa jak się takie dziwadło szyje i nosi, bo krój przyznacie jest raczej nietypowy. Nietypowy dla mnie - zazwyczaj noszę rzeczy bardziej dopasowane.
Ale przyznać muszę, że ma ciekawe rozwiązania. Wszystkie elementy składają się z dwóch części. Na plecach szew łączący nie kryje żadnych niespodzianek, ale w szwach przodów są dość spore kieszenie. Reglanowe rękawy mają marszczone, bufiaste "mankiety". Przyznam się, że na początku trochę mnie wystraszyły i próbowałam uszyć proste. Ale wróciłam do oryginalnych, bo naprawdę inne nie pasują.

Kurtka jest dość obszerna, bo marszczenia są nawet wokół dekoltu. I właśnie w tym rejonie znajduje się jedyny element, który mi się nie podoba. Stójka żyje własnym życiem. Sterczy we wszystkie strony i nie ma zamiaru się ułożyć. Może to wina tkaniny, a może krawcowej, a może takie było założenie burdowego projektanta. Zostawić czy przerobić?
Oto jest pytanie... :)

W Burdzie kurtka wygląda tak:


U mnie niestety tak:


Ale zawsze przecież mogę zamaskować stójkę szalem, kominem, albo innym zamotaczem szyi :)