Większość z nas spotkała się w swoim życiu ze sztuką origami.
Nie wiem jak wam, ale origami kojarzyło mi się zawsze z dziwacznie wyglądającymi zwierzątkami składanymi magicznie z papierowych arkuszy. Chociaż sposób ich powstawania wydawał mi się intrygujący, to jednak efekt końcowy wydawał się do niczego nieprzydatny i bezsensowny.
Jako istota praktyczna do bólu, nie lubię przedmiotów, które są "sztuką dla sztuki", wiec temat origami popadł w głębokie zapomnienie. Do czasu... :)
Pewnego razu znalazłam w sieci przepiękne, misternie składane kule. Zachwyciły mnie tak bardzo, że przekopałam internet wzdłuż i wszerz. Po intensywnych poszukiwaniach dotarłam do nazwy, a potem sposobu tworzenia papierowych modułowych cudeniek zwanych kusudama.
I wsiąkłam... na dłuższy czas.
Okres fascynacji już dawno minął, ale zostało mi parę sztuk, które jakimś cudem uchowały się przed rodziną i znajomymi :) Wspaniale nadają się do celu w jakim ich używam - są interesującą ozdobą naszego bożonarodzeniowego drzewka.
Kusudama "arabeska" w trzech odsłonach kolorystycznych:
Kusudama "goździkowa" (venus) na pierwszym planie,
w głębi kusudama "jaśminowa"
Składanie wymaga trochę precyzji i wyobraźni przestrzennej, ale warto się pomęczyć. Zapewniam was, że efekt wart jest włożonego w nie wysiłku.
ps. Bardzo dziękuje wszystkim, którzy zagłosowali na mój żakiecik w konkursie na "Jesienne okrycie wierzchnie" na stronie Burdy. Na nagrodę nie mogę niestety już liczyć, ale jestem wdzięczna tym, którzy docenili mój wysiłek włożony w jego uszycie.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję!
