Wszystkie rzeczy, które szyję są wnikliwie oceniane krytycznym okiem mojej córki. Gusta mamy zdecydowanie różne - w miarę jej dojrzewania, a mojego starzenia się różnice jeszcze się pogłębiają. Zazwyczaj więc moje ubrania nie wzbudzają entuzjazmu Liwii, a za komplement można uznać stwierdzenie, że ona by tego nie założyła, ale do mnie pasuje ;)
Ale czasem cuda się zdarzają. Ostatnio jakieś dwa tygodnie temu, kiedy skończyłam szyć swój szary płaszcz. Na jego widok mojemu dziecięciu zaświeciły się oczyska. Całe szczęście, że oprócz gustu znacznie różnimy się także wymiarami, bo pewnie płaszcza już bym nie miała.
Za to musiałam obiecać, że uszyję drugi. Słowa dotrzymałam i dzisiaj mogę wam pokazać wersję w jedynie słusznym, czyli czarnym kolorze:
Od wersji pierwszej, oprócz rozmiaru rzecz jasna, różni się detalami w postaci zapięcia na metalowy zamek błyskawiczny i brakiem czerwonej lamówki w podszewce. Podszewka w grochy rzecz jasna została :)
Burda 12/2012 model 117
Dziecko wygląda na zadowolone, do tego nawet stopnia, że zażyczyło sobie kolejnego płaszcza. Tym razem na szczęście już z innego wykroju i w innym kolorze. Przy okazji zapytam - może ktoś widział ładną, bordową wełnę w cenie, która nie zniechęca do szycia? :)
I pytanie nr 2: czy jest jakiś sposób na to, żeby zabezpieczyć jakoś tę wełnę przed łapaniem wszystkich parochów i nitek? Płaszcz obłazi tak straszliwie, że właściwie należało by chodzić z rolką do czyszczenia
w kieszeni :)
w kieszeni :)












