Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez wykroju. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez wykroju. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 października 2015

Szaro i nudno



Szaro i nudno trochę, ale co tam, też wam pokażę :) 

Wybrałam się ostatnio do sklepu z tkaninami i pasmanterią po kawałek wypustki do poduszki. Wypustkę oczywiście kupiłam, ale oprócz niej przytargałam też całą torbę dzianiny. 
 Już widzę ile z was czytając te słowa kiwa głową ze zrozumieniem :) Znacie to z autopsji - nie mogłam przejść obojętnie na widok takiej okazji. 

W ręce wpadła mi bardzo dobrej jakości dzianina wiskozowa. Przyjemna w dotyku, lekko lejąca i mięsista. Miała tylko jeden mankament. Była w 12 jednakowych kawałkach, mniej więcej 1,20m na 0,5m. Resztki poprodukcyjne ze szwalni przy której funkcjonuje ten sklep.


Pierwszy pomysł na wykorzystanie był prozaiczny i szary jak ta dzianina. Pomyślałam, że rewelacyjnie sprawdzi się jako pidżama i uszyję nam kilka par spodni do spania. Proste i szybkie do uszycia i nawet kombinować nie trzeba byłoby zbyt wiele, bo kawałki w wielkości idealnej na takie przeznaczenie.

Po powrocie do domu nabrałam wątpliwości, bo przecież trochę szkoda takiej fajnej dzianiny na zwykłe gacie.
I stanęło na bluzce, bo szarych koszulek, tak jak białych koszul nigdy nie dość :) Z rozpędu uszyłam dwie.


 

Obydwie łączone na środku, bo ograniczona szerokość kawałków nie pozwalała na wykrojenie przodów i tyłów z jednej części. Przynajmniej w moim rozmiarze :)

Pierwsza ma lekko kimonowe rękawki zakończone szerokim ściągaczem i dekolt w szpic:


Z drugą pokombinowałam trochę więcej, bo łączenie na środku stanowi wstawka z pliskami. Rękaw raglanowy. 

 

Oczywiście to jeszcze nie koniec szarości, bo jeszcze kilka kawałków zostało. Może macie jakieś inne, niż bluzka pomysły na wykorzystanie?

 



sobota, 26 października 2013

Kwiatki dla Agatki :)

Kolejna koleżanka Młodej świętuje właśnie swoje urodziny, a ja kolejny raz produkuję prezent. Sama nie wiem, jak dałam się w to wmanewrować, ale zaczynam powoli odczuwać pewną presję. Dziewczyny zawczasu dopytują się Młodej czy upominek będzie kupiony, czy zrobiony przeze mnie.
I jak tu zapakować do torby na prezent coś ze sklepu... Przyznam jednak po cichutku, że mimo tej presji, dostarcza mi to całkiem sporo satysfakcji :)

Agata została obdarowana bransoletką z motywem malutkich, różowych kwiatków. Do kompletu powstały też maleńkie mini spike w tych samych kolorach:

bransoletka: Toho round Opaque Navy Blue, Opaque Frosted Jet,
Silver-Lined Mliky Hot Pink w (11o)

kolczyki: Toho round Opaque Navy Blue, Silver-Lined Mliky Hot Pink (11o), 
Opaque Jet (15o), Spike Beads Opaque Jet 8x5



Przy okazji Młoda załapała się na nową spódniczkę. Pierwszy raz dałam się namówić na uszycie czegoś z koła, a właściwie z połowy koła. I wiecie co - chętnie to powtórzę :)


Nie taki diabeł straszny jak go malują  - właściwie poszło łatwo i przyjemnie, mimo moich obaw. Troszkę matematyki, centymetr krawiecki z dziurką do rysowania po okręgu i w ciągu godziny spódniczka była gotowa. Oczywiście następnych kilkanaście musiała grzecznie odwisieć na wieszaku. 


Ma nawet podszewkę :) I kryty zamek w jedynym szwie na tyle. Pewnie będzie się kręcić ten szew razem z Młodą, ale co tam - to i tak właściwie prototyp. Tkanina strasznie się gniecie  - na imprezę może się i nada, ale w codziennym użytkowaniu mogłaby być trochę uciążliwa. Trzeba będzie uszyć drugą z bardziej współpracującego materiału :)

Przy okazji nauczyłam się używać stopki do wąskiego podwijania (obrębiania). Jestem z siebie dumna :) - zobaczcie jak teraz ładnie wygląda podszewka:


Najważniejsze jednak, że Młoda zaczyna przełamywać swoje awersje spódniczkowe i zapowiedziała, że chętnie założy jeszcze coś podobnego. A może i ja się skuszę?

A w bonusie - w zamian za kurtkę, którą jeszcze dopieszczam - 
Młoda z Kluskiem. 

Klus wygląda wprawdzie jak mały grizzly, ale zapewniam was, że to jednak kot :) 
Ośmiokilogramowy...


wtorek, 15 października 2013

Dresiara :)


Najtrudniej zabrać mi się za najprostsze rzeczy. Czy macie podobnie?

Młoda molestowała mnie od dłuższego czasu o zwykłe, ba - nawet najzwyklejsze spodnie dresowe. Jedyny konieczny wymóg dotyczył szerokości nogawek - miały być dosyć wąskie. Szycie, a raczej zabranie się do szycia zajęło mi chyba ze trzy miesiące. Wiem - wredota ze mnie, żeby tak dziecko przetrzymać :) 
 

Ale w ramach rekompensaty, a przy okazji również w ramach dodatku do prezentu imieninowego Młoda dostała dresową bluzę w - wąsami :) To znaczy z namalowanym motywem wąsów. Nie mogłyśmy dojść do porozumienia, co do wielkości i kształtu, więc namalowałam wszystkie możliwe rodzaje. 
A wygląda to tak:


Przygotowanie szablonu i malowanie zajęło mi więcej czasu niż uszycie samej bluzy. Ale chyba warto było, bo udało mi się zaspokoić bardzo wybredną nastolatkę :)


Spodnie uszyłam na podstawie wykroju z Burdy 11/2012 mod. 135 w wersji maksymalnie uproszczonej, czyli bez kieszeni. 
www.burda.pl

Zmodyfikowałam też wysokość, bo oryginał przewidywał chyba dresowe biodrówki, a ja nie lubię kiedy Młoda gołymi nerkami świeci. Dla pewności w pasek wszyłam szeroką gumę :)


Wykrój na bluzę przygotowałam baaardzo profesjonalnie - przypięłam szpilkami do tkaniny ulubioną bluzę mojego dziewczęcia. Szczyt lenistwa i improwizacji w jednym :D

Ale jak widać na załączonym obrazku da się tym sposobem wyczarować całkiem fajny ciuszek - pod warunkiem, że ciuch bazowy jest dość ograniczony w kroju.

Dzianiny dresowej nie wystarczyło na całą bluzę. Brakujące rękawy uszyłam z dzianiny ściągaczowej, którą wykończony jest dekolt i dół. Długość 3/4, bo Młoda i tak je zawsze podciąga. I chyba nawet w takiej wersji całość bardziej mi się podoba.

 

Ps. Dresówki nie wystarczyło na rękawy dla Młodej, bo matka też coś dresowego na jesienne chłody musi mieć. Ale o tym już w następnym poście. Ciąg dalszy nastąpi...



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Spódnica midi, czyli do pół łydy :)

Mam ją w swojej szafie od dawna. Dobrych parę lat...


Uszyłam ją w czasach kiedy jeszcze nie miałam własnej maszyny do szycia i musiałam biegać z każdym szwem do mojej teściowej. Na szczęście pozwalała mi korzystać ze swojego trzydziestoletniego Łucznika kiedy tylko miałam na to ochotę. A miałam często :)


Wtedy także nie miałam pojęcia o istnieniu Burdy i szyłam najczęściej rzeczy niewymagające znajomości konstrukcji, o której wiedziałam tylko, że uczą jej w szkołach krawieckich.

Ta spódnica jest najlepszym przykładem, że czasem można sobie poradzić bez skomplikowanych wykrojów i form. Kilka pasów tkaniny, kawałek podszewki, metr gumy i trochę bawełnianych koronek i wstawek. Niby niewiele, a każdego roku latem z przyjemnością wyciągam ją z szafy. 

Looknięcie na rzeczone koronki i falbanki:
 

I nic to, że do obowiązującej w tym sezonie długości maxi trochę jej brakuje, że romantyczne koronki są passe. Mam do niej sentyment i będę ją nosić... dopóki jeszcze dam radę się w nią zmieścić :D

wtorek, 7 maja 2013

Pasiak totalnie zaimprowizowany...

Poszłam na łatwiznę, albo na żywioł jak kto woli. 
To zupełnie nie w moim stylu, ale czasami trzeba zrobić coś czego zazwyczaj się nie robi. Zwłaszcza, gdy po przekopaniu sterty Burd dochodzimy do wniosku, że nic, ale to absolutnie nic się nam nie podoba.

Zazwyczaj zabierając się do szycia z pedantyczną starannością kopiuję wykrój, dokładnie przypinam go do idealnie rozprasowanego materiału, używam mnóstwa szpilek i kilometrów fastrygi. Skrupulatnie czytam opisy szycia i staram się robić wszystko według zaleceń. I jako samouk, kompletnie nie znający się na konstrukcji, stanowczo unikam improwizacji.

Tym razem poszłam jednak totalnie na skróty i wykroiłam bluzkę nawet bez papierowego wykroju. Całkowicie beztrosko wycięłam dwa prostokąty na przód i tył oraz dodatkowo dwa mniejsze na "ściągacz" do wykończenia dołu. Prostokąty złożyłam na pół i równie beztrosko ciachnęłam dwa wycięcia na na dekolt. Pozszywałam wszystko do kupy i oto wynik:


 
Mam następnego oversiza w swojej szafie, bo jak widać bluzka vel tunika do obcisłych raczej nie należy. Do krótkich również nie. Od biedy, jakby ją ponaciągać :) to nawet za sukienkę bardzo mini może robić, ale tej wersji raczej nie odważę się publicznie pokazać.


Jak widać efekt totalnej improwizacji da się nosić. Powiem więcej  - jest nawet bardzo wygodny. W dużej mierze to zasługa bardzo delikatnej, lejącej się dzianiny, ale i obszerny krój (a raczej jego brak) też nie są bez znaczenia :)
Eksperyment mogę uznać za udany i pewnie poeksperymentuję sobie jeszcze, bo mam w swoich zapasach tkaninowych jeszcze jeden kupon tej dzianiny w trochę innej kolorystyce.

Do wykończenia dekoltu użyłam pliski ciętej ze skosu. W przypadku dzianin to zupełnie zbędne, ale tutaj pliska występuje w roli jedynego ozdobnika bluzki:


Z całego kuponu dzianiny nie został nawet tyci kawałeczek.

Z poszyciowych resztek powstały z nich dwie dzianinowe bransoletki o wdzięcznej nazwie roboczej "śmieciowe". 
Takie małe ścinki lądują zazwyczaj w koszu na śmieci :) Ale nie tym razem: