Kolejna wersja spodni, które już dwukrotnie wam pokazywałam. Dla przypomnienia - panterki i żółte.
Tym razem nie uszyłam ich jednak dla siebie - dwie wcześniejsze pary w zupełności mi wystarczą. Zwłaszcza, że tę część garderoby noszę sporadycznie.
Kobaltowe, albo chabrowe, w każdym razie intensywnie niebieskie spodnie są prezentem dla mojej kuzynki, u której gościłam w lipcu.
Trudno kupić dobrze dopasowane spodnie. Zwłaszcza gdy ma się bardzo kobiecą figurę tzn. sporą różnicę w obwodzie bioder i talii. Zazwyczaj są za szerokie u góry, albo za wąskie na dole, a ten wykrój sprawdza się w takim przypadku idealnie. Nic dziwnego, że Bogusia po przymierzeniu obydwu par nie chciała ich oddać :)
Na szczęście (albo na moje nieszczęście) obie mamy podobne gabaryty, więc z szyciem uwinęłam się migusiem. Nie musiałam robić papierowej formy, przymiarki też nie były potrzebne. Tylko trochę nudno szyć po raz trzeci to samo...
I mam tylko jedno, małe "ale" - nie mam pojęcia dlaczego, ale tym razem wyszły jednak troszkę węższe. Prawie rurki... Ale jestem pewna, że elastyczny materiał troszkę się jeszcze rozciągnie podczas chodzenia i spodnie nie będą takie opięte.
Ps. Liliana (Zapomniana Pracownia) postanowiła uczcić rocznicę Akcji Uwalniania Tkanin.
Wymyśliła rewelacyjny konkurs. Zapraszam serdecznie w jej imieniu :)
Wymyśliła rewelacyjny konkurs. Zapraszam serdecznie w jej imieniu :)



