Oświadczam wszem i wobec, że nie śpię. Pracuję intensywnie nad realizacją bardzo czasochłonnego projektu. Zamarzył mi się bowiem kosz na brudną bieliznę z wikliny papierowej. Kto kiedykolwiek próbował trochę wyplatać, to wie o czym mówię.
Najpierw bowiem trzeba zgromadzić odpowiednią ilość materiału. W moim przypadku w rachubę wchodzi tylko jeden rodzaj makulatury - ulotki reklamowe z Lidla. Mają odpowiednie wymiary, a papier jest idealnej grubości.
Na kosz o wysokości ok. 60 cm potrzeba ich naprawdę sporo.Teraz wyobraźcie sobie jak latam po sąsiadach w poszukiwaniu wyżej wspomnianych ulotek... widok bezcenny :)
Potem oczywiście należy pociąć papier i skręcić rurki, co jest bardzo pracochłonne, ale przy odrobinie wprawy można to robić w trakcie ulubionego programu telewizyjnego. Pod warunkiem, że od ściskania papieru nie pojawią się wam bąble na palcach. Parę razy spotkała mnie ta wątpliwa przyjemność osobiście.
Na koniec zabieramy się do wyplatania i wyplatamy, wyplatamy.... wyplatamy :).... do momentu osiągnięcia przez kosz odpowiedniej wysokości, czyli etapu na którym jestem obecnie:
Jak widać czeka mnie jeszcze trochę pracy: zakończenie wyplatania, malowanie, lakierowanie i oczywiście uszycie odpowiedniej wkładki z materiału. Ciąg dalszy nastąpi niebawem.
Ps.
Przypominam nieśmiało o konkursie na "Jesienne okrycie wierzchnie " na stronie Burdy.
Najwyraźniej mój żakiecik nie podoba wam się tak bardzo jak mi :)
Będę wdzięczna za każdy głos, bo niestety zostałam daleko w tyle.











