piątek, 4 października 2013

Morski

Flausz w pięknym morskim kolorze troszkę się w szafie należał. Od zeszłej jesieni czekał na moje zmiłowanie, a właściwie na to, aż wybiorę właściwy fason płaszcza. Miałam szczery zamiar uszyć go i ponosić jeszcze w poprzednim sezonie, ale mimo intensywnych poszukiwań nie znalazłam nic co by do mnie przemówiło. Przerzuciłam wszystkie gazety z wykrojami jakie posiadam (a trochę tego jednak jest), przekopałam internet w poszukiwaniu inspiracji, ba - nawet wymęczyłam moją sąsiadkę o wykopanie z piwnicy paru archiwalnych roczników Burdy. Archiwalnych czyli z ubiegłego wieku :). I co  - i doopa blada.


Aż do tegorocznego sierpnia, kiedy obejrzałam sobie zapowiedź Burdy Szycie krok po kroku 2/2013. A w zapowiedziach mój wymarzony i wyśniony płaszcz!
 

www. burda.pl

Model 1c. Dokładnie taki o jaki mi chodziło. Prosty, elegancki i sportowy - wiem, że to raczej powinno się wykluczać, ale w tym modelu tak właśnie jest.

 



I od tego momentu ekspedientki we wszystkich okolicznych sklepikach z prasą nie zaznały spokoju :))), bo nie mogłam się doczekać kiedy będę miała ten numer gazety w łapkach. A Burda złośliwie opóźniała wydanie ;)

Poza tym do mniejszych miejscowości najwyraźniej prasa dociera później. U nas Szycie krok po kroku pojawiło się dopiero dwa dni, po tym jak bo swój egzemplarz miałam już w łapkach - dzięki mężowi pracującemu w większym mieście :)



Poczytałam, wkroiłam i pozszywałam. Prawie według zaleceń ;) Zmiany niewielkie, kosmetyczne można by rzec. Uszyłam go w całości z flauszu (oryginał miał spodnią część rękawa z dzianiny) i zmniejszyłam wysokość stójki, bo musiałabym chodzić z szyją wyciągniętą jak żyrafa :)


 
  
Mała uwaga dla chętnych na ten model - płaszcz jest bardzo, ale to bardzo dopasowany. Tak bardzo, że musiałam zrezygnować z ocieplanej podszewki. Nie zmieściła się, albo raczej ja nie zmieściłabym się do środka ;) Wszyłam zwykłą podszewkę i mam płaszcz przejściowy zamiast zimowego :)


Zapomniałam dodać, że do tej pory jeszcze nie zdarzyło mi się szyć flauszowego płaszcza. Właściwie to jeszcze żadnego płaszcza nie uszyłam :) 

Ten jest pierwszy i chyba jednak nie ostatni, bo ceny "sklepowych" przyprawiają mnie o zawrót głowy (u mnie jest to wydatek rzędu 300-400zł). A mój kosztował jakieś dziesięć razy mniej:

flausz kupiony okazyjnie (z resztek, w dwóch kawałkach) 26zł
suwak - 5zł
podszewka wiskozowa - 6zł
nici - 3zł

W sumie 40zł. Można? - można :)

Za zaoszczędzone pieniądze zamierzam kupić sobie botki, które niedawno wypatrzyłam. Uczciwie na nie zapracowałam mordując się z szyciem flauszu na domowej maszynie, a poza tym butów przecież nie potrafię sama uszyć :D

Ps. Zapomniałam dodać, że wszystkie zdjęcia robiła Młoda. Obyło się bez programu graficznego - nawet nie musiałam nic kadrować. Zdolne to moje dziecko :)

środa, 2 października 2013

Na pamiątkę...

Miniony weekend był zdecydowanie za krótki. A to za sprawą moich "psiapsiółek" ze studiów. 
Po szkole rozjechałyśmy się po Polsce i siłą woli kontakty stały się sporadyczne. Do tego stopnia, że dwóch z nich nie widziałam ponad dziesięć lat... Ale Ola postanowiła to zmienić i zorganizowała bardzo miłe spotkanie wspomnieniowe u siebie, na Mazurach. Te dwa dni minęły jak z bicza strzelił, a mi pozostał straszny niedosyt. 
Nie da się przegadać kilku lat w kilka chwil - chociaż bardzo się starałyśmy ;)

I właśnie na tę miłą okoliczność wydziergałam zielone bransoletki. Zielone jak nadzieja, że jednak te nasze kontakty będą częstsze :)


Toho round 11o Transparent Lime Green i cieniowany kordonek
Dziewczyny dostaną je dopiero teraz, bo Poczta Polska jak zwykle dała ciała i końcówki i zapięcia zamówione do bransoletek dotarły w poniedziałek... 


Wczoraj wszystkie elementy zostały zainstalowane na sznurach, a dziś mogę je zapakować i wysłać. Mam tylko nadzieję, tym razem poczta się postara i dotrą dużo szybciej niż końcówki :)

 

Olu, Asiu, Justyno i Kasiu - bardzo wam dziękuję 
za te miłe chwile spędzone razem z wami :*

Z frontu szyciowego:

Donoszę uprzejmie, że uszył mi się właśnie płaszcz. Gwoli ścisłości - uszyłam go sama - własnoręcznie. 
Dzisiaj pokażę tylko małą zapowiedź, całość zobaczycie jak tylko uda mi się zrobić zdjęcia (czyli jak przejdzie mi paskudne przeziębienie):


Kolor jak zwykle przekłamany - w realu jest bardziej zielony niż niebieski.  Może na zdjęciach plenerowych uda mi się uchwycić tę barwę.

piątek, 20 września 2013

Żona marynarza

Żona marynarza - pierwsze co pomyślałam, kiedy skończyłam szycie i stanęłam przed lustrem :) 
Przez te paseczki żeglarskie skojarzenia nasuwają się samoistnie. Chciałam, żeby wyszło elegancko, a wyszło jak zwykle :)))


Bluzka to top z Burdy 2/2013 model 127

www.osinka.ru

Nie zwróciłabym na nią uwagi gdyby nie prośba o pomoc pod moim tutorialem na wykończenie dekoltu w dzianinowej bluzce. Problematyczny dekolt dotyczył tego właśnie modelu. Przyjrzałam mu się dokładniej i spodobały mi się te marszczenia na ramionach. 

Postanowiłam przetestować wykrój na dzianinie w paski. Nic nie kombinowałam i uszyłam tak jako Burda rzecze :) I o dziwo wyszło całkiem, całkiem...

 

Szyło się szybko i przyjemnie, nawet biorąc pod uwagę marszczenia których serdecznie nie znoszę. Wykrój polecam.

Spódnicę też już kiedyś pokazywałam - jeśli ktoś ciekawi może sobie poczytać o niej tutaj :)


Do bluzki uszyłam spodnie. Nie dość, że czarne to jeszcze czwarte z kolei z tego samego wykroju :) Straszna nuuuda... 
Ale z kronikarskiego obowiązku wspominam i rzecz jasna pokazuję:



Mówiłam, że nuda? Spódnica jak widać w tym zestawie prezentuje się o niebo lepiej...