Po ostatniej sukience dostałam od was mnóstwo przemiłych komentarzy. Bardzo spodobał się wam mój pomysł na tworzenie nowych, własnych wersji materiału.
Poszłam więc za ciosem i uszyłam sobie bluzkę. Bazowałam na poprzednim patencie, czyli znów zaszalałam z nożyczkami, ale wyszło mi coś co chyba jest już bardziej aplikacją.
Jak zwał, tak zwał, grunt, że efekt mnie zadowala i że przy okazji wymyślania, szycia i wycinania dostatecznie wyżyłam się artystycznie :)
Z przodem bluzki postępowałam dokładnie tak jak poprzednio, czyli najpierw zszyłam razem dwie warstwy materiału. Potem poprzeszywałam, ale tym szwy są trochę mniej chaotyczne jak widać - może ktoś się nawet tego drzewa dopatrzy :) A na koniec wycięłam część elementów i miałam gotowy panel na przód.
Wykorzystałam na ten eksperyment dzianinę, którą kupiłam kiedyś przez internet. Miała być fuksja, a kurier dostarczył bordo - urok zakupów na odległość. Przeleżała w pudle dobre kilkanaście miesięcy, właśnie ze względu na ten nieszczęsny odcień.
Tymczasem okazuje się, że w tym roku króluje kolor marsala (według Pantone Inc.), czyli ziemisty odcień winnej czerwieni. Mówiąc prościej - brudne bordo :)
Moje bordo nie jest takie brudne, ale też nie takie różowe jak na zdjęciach. Ma zdecydowanie bardziej przygaszony odcień, czyli od biedy wpisuję się w światowe trendy kolorystyczne :)
Ale i tak najbardziej cieszy mnie fakt, że udało mi się zutylizować następny kupon materiału, który zalegał w szafie. Moja sterta szyciowych skarbów w końcu zaczyna się zmniejszać. Efekty są jeszcze mało widoczne, ale od czegoś przecież trzeba zacząć :)
Edit: Zapomniałam dodać, że wycinanka jest tylko pomiędzy gałęziami drzewa. Te duże płaszczyzny po obu stronach pnia są z podwójnej warstwy dzianiny.


