wtorek, 19 maja 2015

Ceramiczna szarlotka


Wprawdzie to środek wiosny i drzewa owocowe właśnie kwitną, ale u nas już obrodziło w jabłuszka i gruszki :)
Są jędrne i błyszczące - jak te zerwane wprost z gałęzi, chociaż ostatnich kilkanaście godzin spędziły w piecu w temperaturze ponad 1000 st.C. 


 


 




Szarlotka musi być słodka, to i cukier się znalazł :)



 A na koniec deser po deserze (ceramicznej szarlotce), czyli uwaga - chwalę się. A właściwie chwalę moją utalentowaną córkę. Taką niesamowitą maskę stworzyła ostatnio:




Zdjęć dużo, ale wybaczcie  - nie mogłam się powstrzymać :)


niedziela, 17 maja 2015

Deep blue, czyli cuda się zdarzają


W tegorocznych wyborach prezydenckich miałam okazję uczestniczyć w  trochę bardziej  aktywnie niż zwykle. Zostałam członkiem (członkinią?) komisji. Chciałam zobaczyć jak wybory wyglądają od strony technicznej, jak przebiega głosowanie i liczenie głosów wyborców.  
To był bardzo długi dzień (od 6 rano do północy), ale też bardzo ciekawe doświadczenie. 
Demokracja od kuchni :)

 


Ale tu nie o polityce miało być tylko o sukience :)

Nie byłabym sobą gdybym z tej okazji nie uszyła nowej. Założenia były dwa - stonowane kolory i wygoda. Zdecydowałam się grafitowe punto, ale z braku takowego w moim ulubionym sklepie stanęło na granatowym, a właściwie bardzo ciemnoniebieskim. W sam raz na wykrój, który "chodził" za mną od momentu opublikowania go w zeszłorocznej Burdzie, a którego jakoś nie miałam okazji uszyć. 

Mowa o tej sukience:


Burda 9/2014 model 122





Jak widać z oryginału pozbyłam się godetu z przodu i moim zdaniem zrobiło to tej sukience całkiem dobrze. Wcześniej była zbyt przeładowana. Nie ma też zamka z tyłu, bo punto jest dość elastyczne.
Kusiło mnie, żeby jeszcze zwęzić dół, ale po pierwszej przymiarce ucieszyłam się, że jednak tego nie zrobiłam, bo rozszerzana spódnica z lekko wydłużonym tyłem prezentuje się bardzo kobieco.

 

Cały wykrój dzięki tym wszystkim cięciom i zaszewkom pięknie modeluje sylwetkę. Podkreśla to co trzeba i maskuje to co chciałoby się ukryć. Leży jak druga skóra :)


I do tego szyje się bezproblemowo. Nie myślałam, że kiedyś to powiem, ale właśnie trafiłam na burdowy model idealny - nie zrobiłam nawet jednej poprawki. Wykroiłam, zszyłam i sukienka gotowa.



Czyli cuda się zdarzają - nawet w Burdzie (wśród  tylu workowatych i bezkształtnych gniotów) można trafić na taka perełkę jak ta sukienka. Nie dość, że piękna i kobieca to jeszcze perfekcyjne skonstruowana. Obym trafiała na takie częściej :)

 


A w tym tygodniu znów muszę zasiąść do maszyny, bo czeka mnie II tura wyborów :)


Ps. Z kronikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że zużyłam na tę sukienkę ok. 1,20 dzianiny punto antypiling w cenie 35zł/mb.



niedziela, 10 maja 2015

Jedwab, ale tylko z nazwy


Uzupełniam w dalszym ciągu spódnicowe braki. Tym razem pod maszynę trafiło coś, co przez sprzedającego zostało określone mianem sztucznego jedwabiu. Sztuczne jest na pewno, ale przyjemne w dotyku i całkiem fajnie się układa. Nie zamierzam z resztą wybrzydzać - za kilka złotych (znowu kupon z resztek) mogę nosić i syntetyczny jedwab :)


O ile dobrze pamiętam zdarzyło już mi się szyć z czegoś podobnego (spódnica i bluzka). Obie rzeczy całkiem dobrze sprawdzają się w trakcie letnich upałów i mam cichą nadzieję, że w przypadku tej sztuki nie będzie inaczej. 



Szyłam bez wykroju. To po prostu zwykły prostokąt z całej szerokości materiału ułożony w kontrafałdy i wszyty w pasek. Z tyłu zamek kryty. Nawet podszewki nie wszyłam, bo spódnica typowo letnia, a latem wiadomo - im mniej warstw tym lepiej.


Kolorystyka ostatnio u mnie monotonna -  przyczepiłam się do tego beżu jak rzep. Miałam już różne fazy kolorystyczne, czasem zaskakujące nawet dla mnie samej. Ale beżowego nie uznawałam nawet za kolor, a teraz proszę - dwie spódnice, jedna po drugiej. 

W następnym poście obiecuję jednak zmianę - będzie dla kontrastu całkiem granatowo :)